| Wynik najgorszy z możliwych |
| niedziela, 11 grudnia 2011 21:42 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
To już trzecia w historii ligowych występów AZS UW porażka 0:1 we własnej hali. Gdy graliśmy w ekstraklasie ulegliśmy w ten sposób Cleareksowi Chorzów, rok później identycznie przegraliśmy już w I lidze z Marwitem. My również wygrywaliśmy strzelając ledwie jedną bramkę: w sezonie 2006/07 wygraliśmy jeszcze w hali na ul. Siennickiej z MKS-em Praszka, a dwa lata później w pożegnalnym meczu Marcina Rosłonia pokonaliśmy Copacabanę Gdańsk. Takie porażki bolą najbardziej, bo do zwycięstwa brakuje naprawdę niewiele, dosłownie odrobinę. Gdyby Akademicy wykorzystali właśnie choć jedną ze stworzonych przez siebie okazji, w stolicy zostałby chociaż punkt. A tak mamy kolejną porażkę, po której możemy powiedzieć "byliśmy tak blisko". A zaczęło się tak, jakby to gospodarze bili się o awans, a MKF grał de facto już o pietruszkę. W pierwszych minutach Azetesiacy zdominowali rywali, wypracowując sobie dogodne sytuacje strzeleckie. Już po dwóch minutach gry w golkipera uderzył Paweł Szymańczuk, a dobitka Macieja Piwowarczyka nie trafiła w światło bramki. Z kolei po rzucie wolnym również obok słupka strzelił Rafał Klimkowski. Jeszcze lepszą okazję mieliśmy w 4. minucie, gdy po kontrze trzech na jednego Grzegorz Och ustrzelił Grzegorza Jakubiszyna - gdyby zamiast przyjmować uderzył z pierwszej piłki - pewnie mielibyśmy prowadzenie. Pierwszą dobrą okazję goście mieli dopiero po pięciu minutach. Wówczas po rzucie rożnym obok bramki strzelił Marcin Kwater. Tymczasem warszawianie wciąż się rozpędzali. Jakubiszyn ładną paradą obronił strzał Adama Grzyba, a z dobitką nie zdążył Piwowarczyk. Pojedynek sam na sam z bramkarzem gości przegrał też Och. W 10. minucie po raz pierwszy swoją formą mógł się na poważnie wykazać Michał Kozłowski, gdy uratował zespół po kontrze Andrzeja Seweryna. Gospodarzom szczęście zaś wciąż nie dopisywało. W (pechowej ;) ) 13. minucie strzał Ocha zablokował... Szymańczuk. Pod koniec pierwszej połowy grający w tym czasie z ograniczoną liczbą zmian stołeczni nieco opadli z sił, co pozwoliło grajowianom stworzyć kolejne okazje. Strzał Kamila Jelenia obronił Kozłowski, a na 5 minut przed końcem Tomasz Kwater nie zdążył zamknąć na słupku wgrania Seweryna. Na koniec Jakub Mykowski wybił piłkę po dobrej kontrze przyjezdnych, choć o mały włos nie trafił tym wybiciem do własnej bramki. Druga połowa mogła się rozpocząć dla nas fantastycznie. Już po kilkudziesięciu sekundach Och przeprowadził piękną kontrę, jednak jego strzał maksymalnie wyciągając się odbił Jakubiszyn. Miękka dobitka Piwowarczyka na praktycznie pustą już bramkę trafiła w... słupek. Jednak stopniowo w tej części gry pewną przewagę zaczęli osiągać grajowianie. W 24. minucie Kozłowski dwa razy bronił zespół przed stratą bramki po kiepskich podaniach na własnej połowie Ocha, a nieco później w dobrej sytuacji obok słupka uderzył Jeleń. Jedyna jak się okazało bramka padła w 28. minucie. Jakub Szkopiński nie upilnował na środku obrony najlepszego strzelca przyjezdnych Konrada Podobińskiego, który sprytnie zmienił tor lotu piłki po wgraniu od kolegi z prawej strony i piłka wtoczyła się do siatki. Szkopiński próbował zrehabilitować się chwilę później, ale jego strzał po kontrze Remigiusza Mytyka zatrzymał Jakubiszyn. Choć ciągle grę prowadzili raczej gospodarze, to lepsze okazje stwarzał sobie MKF. W 32. minucie Kozłowski wracając między słupki fenomenalnie obronił strzał na pustą bramkę Marcina Kossaka, trzy minuty później ten sam zawodnik ponownie został zatrzymany przez naszego golkipera. Na dwie minuty przed końcem, gdy graliśmy już w przewadze, "piłki meczowej" nie wykorzystał Mykowski. Bramkarz nie złapał pewnie uderzenia Piwowarczyka, a czatujący na długim słupku "Myku" chyba zbyt delikatnie uderzył, w efekcie rozpaczliwie interweniujący Jakubiszyn jakimś cudem zdołał wybić piłkę na róg. Ostatnią szansę na wyrównanie AZS UW zmarnował na 14 sekund przed końcem. Jakubiszyn odbił uderzenie z daleka Mykowskiego, a Przemysławowi Cegiełko nie udało się na słupku ustrzelić Piwowarczyka. Punkty, nawet trzy, były na wyciągnięcie ręki. Niestety, obecnie brak nam armat poważnego kalibru. Kończymy rundę na 9. miejscu, czyli poniżej naszych oczekiwań, a na wiosnę o punkty będzie trudniej niż jesienią - u siebie zagramy tylko 5 meczów (teraz 7), z czego dwa z dwoma AZS-ami przewodzącymi tabeli. Teraz przed Akademikami jeszcze tylko wyjazd w przyszły weekend na finały Młodzieżowych Mistrzostw Polski U-20 do Tych oraz dwa mecze ligi akademickiej. Runda wiosenna w I lidze startuje już 7/8 stycznia. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||