| Pierwsze wyjazdowe zwycięstwo |
| sobota, 28 stycznia 2012 20:31 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Bez większych problemów AZS Uniwersytet Warszawski wywozi z Brzegu 3 punkty. Orlik nie miał pomysłu na grę pozycyjną, a stołeczni potrafili wykorzystać stwarzane przez siebie kontry.
Spotkanie tych drużyn w pierwszej rundzie zakończyło się dość niespodziewaną wygraną Orlika 5:3. W rewanżu również doszło do pewnej niespodzianki, bo tym razem faworytem byli już gospodarze. Przez cały mecz nie potrafili jednak sforsować dobrze funkcjonującej defensywy Akademików. Choć zagrzewani byli z ławki przez "asystenta" Mateusza Mikę, nie mieli żadnego pomysłu na atak pozycyjny, a skoncentrowani na obronie przyjezdni bez większych problemów rozbijali kontry, z których znani są brzeżanie. Mecz był dla Azetesiaków o tyle łatwiejszy, że prowadzenie objęli już po trzech minutach. Z rzutu wolnego Rafał Prażuch podał do Pawła Szymańczuka, a ten uderzył na długi słupek, trafiając tam Adama Grzyba. Zaskoczeni takim obrotem sprawy miejscowi nie bardzo wiedzieli, co z tym fantem zrobić, bo to oni musieli teraz prowadzić grę, a nie tylko punktować rywala szybkimi atakami. Tymczasem warszawianie wyszli na ten mecz po raz pierwszy z nastawieniem, że to nie oni muszą ciągle długo rozgrywać piłkę, skupili się zaś na rozbijaniu raczej nieskomplikowanych akcji Orlika i przechwytach piłki. Dodatkowo pomógł nam fakt, że gospodarze już po sześciu minutach mieli na koncie cztery przewinienia i choć do sześciu ostatecznie nie doszli, to nie mogli już grać tak jak najbardziej lubią - twardo, zdecydowanie i na pograniczu faulu. Efektem była znaczna przewaga stołecznych w dobrych okazjach strzeleckich. W 10. minucie sam przed Marcinem Raczkowskim znalazł się Eryk Stoch, nasz przedstawiciel w młodzieżowej reprezentacji nic jednak nie wskórał, poza zdemolowaniem twarzy bramkarza. Minutę później po kontrze z dystansu w golkipera uderzył Jakub Mykowski. Świetną okazję mieliśmy także w 15. minucie, lecz w sytuacji trzech na jednego po otrzymaniu piłki od Stocha Przemysław Cegiełko podał tyłem nie w tempo do Remigiusza Mytyka. Za to na dwie minuty przed końcem ponownie w sytuacji sam na sam tym razem tylko w słupek trafił Stoch. Najlepszą okazję brzeżanie zmarnowali w 18. minucie, gdy po błędzie defensywy sam przed Michałem Kozłowskim znalazł się Paweł Ujas, ale górą był nasz zawodnik. Po chwili dużo szczęścia mieliśmy, gdy sędziowie pomimo protestów drużyny Orlika i kibiców nie podyktowali faulu w polu karnym. Znamy arbitrów, którzy nie wahaliby się nawet przez sekundę (patrz półfinał AMP), z drugiej strony inni za takie protesty wykartkowali by pół ławki rezerwowych (patrz mecz AZS UMCS - AZS UW). Druga połowa o mały włos nie zaczęła się jak mecz w Lublinie. Już po piętnastu sekundach po kontrze 3 na 2 w poprzeczkę huknął Marek Zagórski. W odpowiedzi naszą kontrę pociągnął Grzyb, zamarkował podanie do partnera, ale uderzył sam, piękną paradą popisał się jednak Raczkowski. W 29. minucie będący sam przed golkiperem Mytyk znów obił słupek, a po chwili - znów po kontrze - z ostrego kąta w Kozłowskiego strzelił Janusz Fabijaniak. Gospodarze coraz lepiej czuli upływ czasu, zaczęli grać coraz prościej, ale przynosiło to efekty - na szczęście nie bramkowe. Po prostej klepce Kozłowski zatrzymał tym razem zupełnie dotąd niewidocznego Tomasza Rabandę, a po rzucie rożnym miejscowi zmarnowali najlepszą okazję w całym spotkaniu, gdy niespodziewane krótkie wgranie zamiast zakończyć strzałem do pustej bramki fatalnie przestrzelił jeden z zawodników Orlika. Emocje na początku 35. minuty zakończył na dobrą sprawę Prażuch, który po kontrze z Grzybem z ogromnym spokojem uderzył obok Raczkowskiego. W końcówce dobrych sytuacji już nie było, brzeżanie nawet nie próbowali grać w przewadze, 3 punkty pojechały więc do stolicy. Oprócz tego, że po raz kolejny bardzo dobrze prezentowała się nasza defensywa na uwagę i pochwałę zasługuje to, że w spotkaniu nie wystąpiły dwie największe gwiazdy AZS UW - Rafał Klimkowski i Grzegorz Och. Okazało się, że drużyna potrafi sobie poradzić i bez nich. Kapitana Akademików po kontuzji na piątkowym treningu czeka dłuższa przerwa w występach, grającego trenera powinniśmy zobaczyć już za tydzień w Chorzowie. Wygrana na Śląsku pozwoliłaby warszawianom na spokojne patrzenie w przyszłość, bo choć z tej ligi nikt nie spadnie (bo i tak jak zwykle ktoś się wycofa), to cel w postaci co najmniej 7. miejsca na koniec rozgrywek będzie już w zasięgu ręki. Relacja na stronie Orlika |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||