| Lidera da się ugryźć! |
| sobota, 14 stycznia 2012 21:54 | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Gdy w 39 minucie i 2 sekundzie strzelamy gola na 6:4 wydaje się, że sensacyjne zwycięstwo zostanie już w Warszawie. Remis 6:6 z liderem też nie jest wynikiem złym, ale szkoda gola straconego na 3 sekundy przed syreną.
Na mecz z liderem mobilizuje się każdy. W sobotnim przypadku dodatkowym smaczkiem był fakt, że rywalizowały ze sobą dwie drużyny akademickie. Choć w dwóch różnych rejonach tabeli, na parkiecie nie było jej specjalnie widać. Generalnie więcej strzałów oddawali goście (czego można się było spodziewać), ale niejednokrotnie tak im jak i nam pomagało szczęście. Końcowy remis nie satysfakcjonował nikogo. Nie było dzikich tańców na środku boiska. Warszawianie dali sobie wyrwać wygraną dosłownie na 3 sekundy przed końcem, więc mimo wszystko nie było się z czego cieszyć, goście zaś wyjeżdżają z punktem, ale z pewnością liczyli na więcej. W pierwszej połowie optyczną przewagę mieli przyjezdni. AZS UG wystąpił w tym spotkaniu w najsilniejszym składzie i początkowo było to odczuwalne. Pierwszy groźny strzał już w 3. minucie oddał Dominik Depta, ale nasz bramkarz sparował piłkę na róg. Minutę później pierwszą dobrą sytuację mieli gospodarze, ale po kontrze 2 na 1 Adam Grzyb strzelił w Marcina Wolskiego. W 8. minucie Paweł Szymańczuk nie wrócił szybko do obrony, a kontrę gdańszczan zakończył celnym "tunelem" bardzo aktywny Depta. Pomorzanie planowo objęli więc prowadzenie, zaczęli grać na większym luzie, co przełożyło się na sytuacje. Kolejną kontrę, tym razem Wojciecha Pawickiego zatrzymał Michał Kozłowski, a z dobitką nie zdążył Michał Olszewski. Jeszcze bliżej podwyższenia wyniku był Paweł Friszkemut, który na szczęście (po otrzymaniu bezbłędnego podania od... Remigiusza Mytyka) trafił tylko w słupek. W 15. minucie z kolei dokładnym dalekim wyrzutem Wolski obsłużył Deptę, ten jednak uderzył niecelnie. Stołeczni nie mieli tak klarownych sytuacji. Najlepszą zmarnował wracający do drużyny Rafał Prażuch, który na 3 minuty przed końcem połowy po kontrataku trafił tylko w golkipera rywali. I gdy już powoli kibice podnosili się z miejsc, by zająć dobre miejsce w kolejce w barku, swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami popisał się Grzegorz Och. Nasz kapitan samemu przebiegł z piłką pół boiska, wkręcając w parkiet najpierw dwóch obrońców, a następnie mijając na spokoju Wolskiego posłał piłkę do siatki. Do przerwy był zatem remis, choć na ułamki sekundy przed syreną Kozłowski uratował jeszcze skórę kolegów po strzale Poźniaka. Choć już pierwsza połowa była ciekawa, to to co było w drugiej ciężko wręcz opisać. Dawno nie było w Warszawie takiej połowy, w której padłoby aż 10 goli (chyba że na meczu Mazovii), a jeden ładniejszy od drugiego. Pierwsi znów zaczęli strzelać gdańszczanie. Wprawdzie po 70 sekundach gry Kozłowski świetnym powrotem wybronił jeszcze strzał (teoretycznie) do pustej bramki, ale kilkadziesiąt sekund później po praktycznie kopii poprzedniej sytuacji (nie dość mocne wybicie piłki z pola karnego, przypadkowo trafiające pod nogi rywala) gola zdobył poprzednio nieszczęśliwy strzelec Łukasz Knioch. Później swoją okazję zmarnował jeszcze Friszkemut, a w odpowiedzi po ładnym uwolnieniu się Eryka Stocha w bramkarza trafił Grzegorz Och. W 28. minucie wszystko mogło się powoli wydawać pozamiatane. Trójkową akcję na jednego obrońcę zakończył na długim słupku Depta i lider prowadził już dwoma bramkami. Nie minęła minuta, gdy ten sam zawodnik był sam z Kozłowskim, górą był jednak nasz bramkarz, a dobitka z bliska minęła słupek. Dobrej okazji nie wykorzystał także Pawicki, tymczasem do roboty wziął się nasz po tym meczu najlepszy strzelec (wespół z Ochem) Prażuch. W 32. minucie po kontrze dwóch na jednego ładnym zwodem zasygnalizował podanie do kolegi, ale uderzył samemu - celnie. Minutę później hala na Banacha eksplodowała, gdy Kozłowski po złapaniu strzału błyskawicznie posłał piłkę do nieoglądającego się już na nic Stocha, a świeżo powołany do reprezentacji Polski (!) wychowanek Legii pewnym strzałem doprowadził do remisu! Euforia trwała niecałą minutę, bo Knioch wykorzystał fakt, że gdy stał przy słupku wszyscy obrońcy o nim zapomnieli i pomimo rozpaczliwych blokujących wślizgów aż trzech naszych zawodników ponowił prowadzenie swojej drużyny. Odgryźć się próbował Och, po klepce z Maciejem Piwowarczykiem uderzając tylko w bramkarza. I wtedy zaczęło się minuty, które wstrząsnęły liderem. Najpierw w 36. minucie po strzale "Webstera" i rykoszecie piłka trochę szczęśliwie wpadła do siatki mimo rozpaczliwych interwencji Wolskiego. Dwie minuty później Prażuch po akcji dwóch na dwóch z Rafałem Klimkowskim spokojnie trafił do siatki i wyprowadził nas na prowadzenie, a gdy AZS UG grał już w przewadze celnym strzałem z własnej połowy popisał się grający trener AZS UW. 6:4, lider na kolanach? Niestety - nic z tych rzeczy. Najpierw na 24 sekundy przed końcem do pustej bramki trafił M. Olszewski. Gdy na 10 sekund przed końcem Kozłowski wyrzucał piłkę spod bramki, wszyscy jeszcze mieli nadzieję na zwycięstwo. Niestety, oczywiście nieodgwizdany faul na Klimkowskim i przejęcie piłki w przewadze zakończył wyrównaniem Depta. Warte podkreślenia po tym spotkaniu są cztery rzeczy. Przede wszystkim: potrafimy grać jak równy z równym ze zdecydowanie najlepszym zespołem tej ligi! Jaka szkoda więc przegranych z teoretycznie znacznie słabszymi przeciwnikami! Po drugie niestety tak jak w meczu z Remedium Pyskowice znów dajemy sobie wyrwać zwycięstwo w ostatnich sekundach, gdy rywal gra w przewadze. Zdecydowanie trzeba popracować nad tym na treningach. Po trzecie powracający do gry Prażuch ma na swoim koncie w tym sezonie już 7 bramek; otóż aż 6 z nich strzelił w meczach z AZS UG! Gdybyśmy wygrali, koledzy z Gdańska mogliby go nazwać prawdziwym katem swojej drużyny. Ale po czwarte: czy ktoś może nam wytłumaczyć, jak to się dzieje - jedziemy do Poznania na mecz z Kadetem i sędziują nam sędziowie z... Wielkopolski. Gramy w Warszawie z AZS UG i kto nam sędziuje? Arbitrzy z Gdyni! Oczywiście że sędziowie powinni być tak czy inaczej obiektywni, ale czy możemy w takim razie prosić, by i nam sędziowali ludzie z Mazowsza? Nie żeby byli jacyś gorsi na tle innych, tylko po co kontrowersje jeszcze przed pierwszym gwizdkiem? Czy już naprawdę nie było innych sędziów, musieli być akurat też z Pomorza? Zawodnikom z AZS Uniwersytetu Gdańskiego życzymy, by była to ich ostatnia strata punktów w I lidze w tym sezonie i byśmy za rok mogli kibicować im w ekstraklasie! |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||